środa, 21 maja 2014

Od Rouse-Wędrówka

    Szłam na Północ,nie mogłam nic zrobić tylko modlić się do Moonlight,abym  nie zamarzła.
Daleko przed sobą zobaczyłam sylwetkę wilka,przestraszyłam się chciałam uciec w przeciwną stronę,ale byłam zbyt wyczerpana.Padłam na ziemię,nie z tego że byłam zmęczona,ale z tego by pokazać uległość.Zobaczyłam samca,wilka,dużego wilka.Podszedł do mnie.
-Co tu robisz?-Zapytał.
-Yyy...Ja?
-A widzisz tu kogoś innego-Zaśmiał się.
Nie wiedziałam czy się śmiać bo palnęłam coś bezsensownego,czy płakać że może mnie zabić.
-Odpowiesz?
-Taak,ja...Tylko tędy przechodzę!
-Spokojnie,nic Ci nie zrobię-Powiedział,chyba zobaczył że ogon mi się trzęsie,a jeśli trzęsie mi się ogon,to znaczy że baardzo się boję.
-No więc,jak się nazywasz?-Zapytał.
-No ja nazywam się Rouse, a ty?Zapytałam,byłam bardzo ciekawa.
-Damon,a w dalszej części lasu mam watahę,no,składajacą sie z jednej samicy Alpha,ale zawsze coś.Dalej szukam wilków do stada.Chcesz dołączyć?-To było coś dla mnie,musiałam się zgodzić,inaczej bym zginęła.
-Tak, z przyjemnością dołączę-Powiedziałam wstając.
-Chodź,zaprowadzę Cię.
Gdy tak szliśmy,rozmawialiśmy o rozmaitych rzeczach.Gdy doszliśmy do polany,powiedział że tu musi mnie zostawić wytłumaczył mi,jak mam dalej iść.Dałam radę znaleźć jaskinię,ale gorzej z wilczycą,która tam siedziała. 
    
                                             Od Jasper:
Siedziałam niewzruszona niczym kamień. 
Wzrokiem powoli ogarniałam całą polanę. 
Czekałam na powrót Damona. 
W ciągu tych kilku godzin zdążyłam polubić basiora. 
Nagle na horyzoncie pojawiła się mała plamka. 
Natychmiast poderwałam się z miejsca i zeskoczyłam ze skały. 
Stałam czekając, aż plamka podejdzie bliżej. 
W między czasie mój ogon za czą wykonywać miarowe typowe dla psa ruchy w prawo i lewo. 
Nagle staną, a sierść na moim grzbiecie zjeżyła się . 
Warknęłam. 
Nie cicho jak zazwyczaj tylko głośno, bardzo głośno. 
Wadera stanęła . 
- Co tu robisz? - Warczałam . 
-No od teraz mieszkam. Damon powiedział mi jak tu trafić. 
Podeszłam do niej. 
W tym momencie ona też warknęła. 
Pewnie wyczuła wyraźną woń mojego opiekuna. 




Od Rouse:


    Ona pachnie człowiekiem!Jak taki basior jak Damon mógł zaufać takiej wilczycy!Nie powinnam jej ufać na pewno ściagnie na mnie niebezpieczeństwo!Miałam kiedyś kontakt z ludźmi,próbowali mnie zabić!

-Jestem Rouse-Odpowiedziałam.-Jesteś partnerka tego wilka?W sensie Damona?


Od Jasper:


Nie. - Powiedziałam lakonicznie. 
-To czemu jesteś Alphą ? - Zapytała. 
-No niech pomyślę....bo ja i Damon znamy się ze wczesnego szczenięctwa. 
-I tylko dlatego? 
-Tylko dlatego. 


Od Rouse:


-No dobra-Odpowiedziałam-Dlaczego teraz się spotkaliście?

-Wpadłam na Niego-Powiedziała.
-Jak?W lesie,na polanie?-Zapytałam dalej jeżąc swoja sierść na karku.
-Dosłownie-Odpowiedziała.
Zrobiłam duże oczy.Dosłownie na Niego wbiegła.Poczułam że sierść opadła.Spróbowałam załagodzić sytuację.
-No to...Jak się nazywasz?
-Jasper,nazywam się Jasper.
Hmmmm,Jasper,Jasper,Ładne imię.
-Masz bardzo ładne imię.Zazdroszcze Ci,wiesz ?
Od Jasper:
-Pffff.... próbujesz się mi podlizać, bo jestem Alphą. 
-Wcale, że nie! - Krzyknęła. 
-A wiesz co! Traktuj mnie jak zwykłą Omegę. 
-Mówisz jak jakiś żołnierz czy coś. 
-Bo nim jestem. 
-Tjaa... bo uwierzę, a i nazywam się Rouse. 
- Uprząż ci nie wystarczy?- Zapytałam z ironią pokazując jej logo T.A.R.C.Z.Y, które było nadrukowane na jednym z pasów okalających moją szyję. 


Od Damona:


Gdy wracałem zobaczyłem dwie sprzeczające się nieco wilczyce.

-Ej, o co zaszło?-Zapytałem,Rouse wyglądała jakby miała rzucić się na Jasper.
-YYY,no,to ona zaczęła!-Krzyknęła Rouse.
-I czego kłamiesz?-Warknęła Jasper.
-Uspokójcie się!-Powiedziałem,raczej kazałem.Nie chcę żadnych kłótni w tej watasze.Składa się tylko z trzech osób i maja być tu jakieś kłótnie!
-Przepraszam,Jasper.Wybaczysz Mi?-Powiedziała Rouse.

Od  Jasper:


Damon patrzył na mnie wymownie. 
Niby powinnam to zrobić, bo jestem Alphą. 
Po chwili namysłu powiedziałam: 
-Tak.-Wstałam i zaczęłam iść.-Mam cię na oku. Nawet nie wiesz co zrobiłaś.-Cicho warknęłam odchodząc. 
-To super. - Powiedział Damon. 
Na sto procent nie usłyszał drugiej rzeczy, którą powiedziałam do Rouse. 
- Jakby co to będę nad rzeką!-Powiedziałam głośno i poszłam. 


Od Rouse:


-A ja pójdę rozejrzeć się po polanie!-Szybko powiedziałam i odbiegłam.

Że niby ja nie wiem co zrobiłam!Za jakie grzechy ona musi tu być.Powinnam skłamać i powiedzieć że się na mnie rzuciła!-Myślałam wtedy głośno.
-A  po co kłamać,skoro można powiedzieć prawdę.-Odwróciłam się.To był Damon.Myślałam że zapadnę się ze wstydu!
-Przepraszam.-Powiedziałam.
-Mnie przepraszasz? Rouse,musisz iść za Jasper i ją przeprosić!Tylko szczerze!-Kazał mi to zrobić poczułam się głupio i poszłam za Jasper,dogoniłam ją.

Od Jasper:


Siedziałam nad rzeką. 
Byłam bardzo głodna. 
Obserwowałam kolorowe ryby, które wyskakiwały z wody. 
Przylgnęłam brzuchem do ziemi gotując się do skoku. 
Wreszcie skoczyłam, aby złapać rybę. 
Nie udało mi się wpadłam do wody. 
Po chwili wypłynęłam na powierzchnię głośno prychając. 
Usłyszałam głośny śmiech. 
Na brzegu siedziała Rouse. 
-Z czego się ryjesz? I czemu zawracasz sobie głowę takim nic nie znaczącym żołnierzykiem jak ja?- zapytałam mocno akcentując słowo "żołnierzyk " 


Od Rouse:


-Wpadłaś do wody, z tego!Haha!-Nie mogłam powstrzymać śmiechu.

-To nie jest śmieszne!Śmiejesz się z czyjegoś nieszczęścia!-Powiedziała Jasper.Była oburzona moim zachowaniem.Cóż,taka po prostu jestem.Tego nie zmieni nic.
-Nie,nie śmieje się z czyjegoś nie szczęścia,po prostu lubię się śmiać.Problem?A tak właściwie to przyszłam Cię przeprosić za moje zachowanie.Naprawdę sorry,teraz uwierzyłam ze nie jesteś żałosnym żołnierzykiem,tylko maszyną do zabijania!-Mogłabym położyć sobie łapę na sercu,że to był mój ostatni wybryk w tej watasze.

Od Jasper:


-Wiesz co jakoś ci nie wierzę.-Powiedziałam. 
To była prawda wciąż miałam wrażenie, że kłamie. 
-Acha... czyli chcesz wojny? 
-Tak chcę. No cóż w końcu jestem żołnierzykiem i to jest moje powołanie. 


Od Rouse:


-No ok,jak chcesz.Nie będę się prosić jakiegoś zapchlonego kundla!-Wściekłam się na nią!Chciałam ja przeprosić a ona co!No może trochę przesadziłam,ale ona prosiła się o to od początku!Chciałam być miła...


Od Jasper:




-Zapchlony kundel?! Jesteś kompletną idiotką! I jeżeli kto kol wiek jest tu zapchlony to ty!
-Ja? Ja przynajmniej nie związałam się z tymi podłymi gnidami jakimi są ludzie!
-Oni wcale nie są źli.


Od Rouse:


-Oni zbili moich rodziców!Zostałam sierota z moim rodzenstwem !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz