Jak pewnie zauważyliście,dość długo mnie nie było i wataha przestała pracować,niektóre osoby w ogóle ją olały(TheLolStudios2).
Więc,zapraszam Was do innej watahy,której nie zostawię:
http://watahaksiezycawemgle.blogspot.com/
Wataha Północnego Wiatru nie zostanie usunięta.
środa, 2 lipca 2014
niedziela, 15 czerwca 2014
Od Diany
Szłam sobie spokojne. Gdy nagle zaatakowali mnie myśliwi. Po długiej szarpaninie złapali i wrzucili mnie do klatki.
<ktoś?>
<ktoś?>
środa, 11 czerwca 2014
Informacja
Jeżeli kto kol wiek jeszcze tu wchodzi proszony jest o wysłanie do mnie na howrse lub doggi wiadomości z potwierdzeniem, że wchodzi oraz opowiadaniem.
Mój login na howrse to : Bucky Barnes , a na doggi to : schema
Mój login na howrse to : Bucky Barnes , a na doggi to : schema
Pod irytowana
Jasper
piątek, 30 maja 2014
Od Diany.
Szłam sobie spokojnie poszukując nowej watahy.
-W nowym stadzie będę mogła zacząć od początku... - myślałam
Gdy nagle zauważyłam w gęstej trawie tłustego jelenia postanowiłam na niego zapolować.
Skoczyłam mu do gardła i zabiłam go. Nagle zobaczyłam innego wilka. Był czarno brązowy.
-...
Od Damona:
-Cześć.Co tu robisz?-Zapytałem się wilczycy.
-Poluję-Odpowiedziała-Jestem Diana,a ty?
-Damon,miło mi.-Powiedziałem.-Niedaleko na skale mieszka moja wataha,chciałabyś dołączyć?-Zapytałem.
<Diana?>
-W nowym stadzie będę mogła zacząć od początku... - myślałam
Gdy nagle zauważyłam w gęstej trawie tłustego jelenia postanowiłam na niego zapolować.
Skoczyłam mu do gardła i zabiłam go. Nagle zobaczyłam innego wilka. Był czarno brązowy.
-...
Od Damona:
-Cześć.Co tu robisz?-Zapytałem się wilczycy.
-Poluję-Odpowiedziała-Jestem Diana,a ty?
-Damon,miło mi.-Powiedziałem.-Niedaleko na skale mieszka moja wataha,chciałabyś dołączyć?-Zapytałem.
<Diana?>
piątek, 23 maja 2014
Od Ciemnej Zmory do Naxa
He Naxa - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Hej - odpowiedziała.
- Może pójdziemy się pościągać ? - zapytałam się z pewnością że się zgodzi .
Od omegi Naxy do Ciemnej Zmory :
Zaproponowała mi żebyśmy się pościgać .
- Tak ! - odpowiedziałam
- Ok . Na polanie będzie najlepiej . Potem udamy się do lasy nad kamień Nakhal . - odparła .
- Gotowi , do startu , Start ! ! ! - wykrzyknęłam do niej i ruszyłam biegiem .
Biegłyśmy razem obok siebie . Dotarłyśmy do kamienia N.
- Wiesz co ? Fajnie mi się z tobą biega . - powiedziała .
- Mi też . Hej , czy ktoś wpadł ci w oko ? - spytałam ją .
Od Ciemnej Zmory:
Przez to pytanie od razu zaniemówiłam, stwierdziłam że jestem na razie za młoda żeby mieć partnera.
- Nie mam nikogo na oku - Odparłam
- Aha - Odpowiedziała Naxi
- A ty masz kogoś na oku ? - Zapytałam się jej z uśmiechem na twarzy.
Od Naxy:
Zapytała mnie czy mam kogoś na oku .
- W twoich myślach wyczytałam że "niby" jesteś za młoda -zaśmiałam się - Nigdy nie jest się ani za młodym ani za starym . Jestem ... zauroczona w Airow'ie i Assuva'ie .
- Ahh ... Oni ... - zamyśliła się .
- Co ??? - odparłam
- Wiesz , bo ja ... - zaczęła .
Od Ciemnej Zmory:
- Hej - odpowiedziała.
- Może pójdziemy się pościągać ? - zapytałam się z pewnością że się zgodzi .
Od omegi Naxy do Ciemnej Zmory :
Zaproponowała mi żebyśmy się pościgać .
- Tak ! - odpowiedziałam
- Ok . Na polanie będzie najlepiej . Potem udamy się do lasy nad kamień Nakhal . - odparła .
- Gotowi , do startu , Start ! ! ! - wykrzyknęłam do niej i ruszyłam biegiem .
Biegłyśmy razem obok siebie . Dotarłyśmy do kamienia N.
- Wiesz co ? Fajnie mi się z tobą biega . - powiedziała .
- Mi też . Hej , czy ktoś wpadł ci w oko ? - spytałam ją .
Od Ciemnej Zmory:
Przez to pytanie od razu zaniemówiłam, stwierdziłam że jestem na razie za młoda żeby mieć partnera.
- Nie mam nikogo na oku - Odparłam
- Aha - Odpowiedziała Naxi
- A ty masz kogoś na oku ? - Zapytałam się jej z uśmiechem na twarzy.
Od Naxy:
Zapytała mnie czy mam kogoś na oku .
- W twoich myślach wyczytałam że "niby" jesteś za młoda -zaśmiałam się - Nigdy nie jest się ani za młodym ani za starym . Jestem ... zauroczona w Airow'ie i Assuva'ie .
- Ahh ... Oni ... - zamyśliła się .
- Co ??? - odparłam
- Wiesz , bo ja ... - zaczęła .
Od Ciemnej Zmory:
Od Damona
Z chęcią z Wami pójdę.-Nie miałem na to najmniejszej ochoty,nie wiem czemu się zgodziłem,tak po prostu.
-Świetnie-Powiedziała Jass.
-Chodźmy już do Rouse-Powiedziałem Jasper.Trochę czasu nam zajęło rozmawianie.
Rouse czekała w tym samym miejscu,w którym Jass ją zostawiła.
-Wreszcie jesteście!-Krzyknęła podbiegając do nas.-I jak?-Zapytała.
-No,jesteśmy razem.-Powiedziała Jasper.
-?
-Chodzimy ze sobą-Dodałem.
-I wszystko jasne!Pasujecie do siebie!-Krzyknęła Rouse.
Od Jasper:
Dzięki. - Uśmiechnęłam się.
-Dokładnie którędy do miasta? - Zapytała Rouse.
-Trzeba będzie maksymalnie kierować się na północ. Miasto jest jakieś trzy dni biegu stąd.
Od Damona/Rouse:
*On kiedyś będzie chciał ze mną chodzić*-Pomyślałam,przecież,no,nigdy żaden wilk mi się nie oparł.A Damon?On jest jakiś wyjątkowy.Ja naprawdę się zakochałam!
-Biegnijmy-Powiedziałam do Nich.
-No chodźmy już bo chcę wrócić jak najszybciej-Dodał Damon-Nie mogę jako Alpha znikać sobie na parę dni.
-Tak,to na północ.-Powiedziała Jasper i pobiegliśmy.
Od Jasper:
-Radzę wam oddychać głęboko świeżym powietrzem zanim go zabraknie!-Krzyknęłam sadząc przed siebie wielkie susy.
-Co?!-Krzyknęła Rouse.
-No spaliny! Zanieczyszczone powietrze!-Odkrzyknęłam.
-Acha....-Mruknął Damon.
Nagle z całym impetem zatrzymałam się.
Tuż przed moim nosem przejechał samochód
Od Damona:
-Jass!Nic Ci nie jest?-Zapytałem się wilczycy
-Nie,nic mi nie jest-Odpowiedziała.
Rouse była za Nami.Chyba była przygnębiona.
-Rouse?Coś nie tak?-Zapytałem się Omegi
-Co?YYY,wszystko w porządku.Tak,jest ok.-Była zdenerwowana.Dało się to poznać.
od Jasper/Rouse:
-Nie chce odpowiedzieć to jej nie męczmy.-Powiedziałam.
-Ok-Odpowiedział Damon.
Ruszyłam przed siebie.
Po kilku godzinach byliśmy na miejscu.
Przed naszymi oczami znajdowały się wielkie drapacze chmur mające po kilkadziesiąt pięter.
Rouse, aż usiadła z wrażenia.
Od Rouse:
-WOOW!to jest...Niesamowite...Może,może Ci ludzie nie są tacy źli.-Powiedziałam.
-Cóż,czy ja wiem,czy wszyscy są tacy dobrzy?-Powiedział Damon.
-Nie wszyscy -powiedziała Jasper-Ale są ogromne wyjatki.
-Jakie?-Zapytałam.
-Na przykład Steve,mój opiekun.-Odpowiedziała Jass.
Od Damona/Jasper:
Weszłam do miasta.
Natychmiast do moich uszu zaczęły dobiegać różne, tak dobrze mi znane odgłosy.
Szczeknęłam cicho.
-No chodźcie.-Powiedziałam radośnie.
Zaczęłam biec truchtem kierując się dobrze znanymi mi 'ścieżkami'
-..
Od Damona:
-No to jesteśmy na miejscu-Powiedziałem do wader-Co teraz?
-Teraz poszukamy czegoś do jedzenia-Odpowiedziała Jasper-Chodźcie!
Posłusznie,razem z Rouse wykonaliśmy polecenie Jass.
Od Jasper:
Pobiegłam przed siebie.
Skręciłam w mały zaułek.
-Zapraszam do stołu-Powiedziałam.
-Co? Tu nic niema! - Krzyknęła Rouse.
-A ten śmietnik? TO skarbiec jedzenia.
Od Rouse:
-Jeść stare,zepsute jedzenie?Odpady po ludziach?Powiedz że żartujesz?-Powiedziałam do Jasper.
-Niby czemu mam żartować?-odpowiedziała.
-Mi to pasuje-Wtrącił się Damon,i natychmiast podszedł wygrzebywać odpady.
-To ja jednak poszukam czegoś innego.-Wybiegłam z uliczki,wprost na ulice.
Od Damona:
-Ona się czasem nie zgubi?-Zapytałem się Jasper-Bo wiesz,ona jest wilkiem,reakcja ludzi pewnie niezapomniana.
-Zostaw to mięso i chodź za nią!-Krzyknęła Jasper-Oni na pewno będą próbowali ją złapać!
-Już idę!-Odpowiedziałem.
Biegliśmy ulicami pełnymi ludzi,patrzyli się na nas,a tak właściwie na mnie.Dobrze że ze mną była Jasper,bo nie wiem co by mi zrobili.
Od Jasper:
Biegłam przed siebie, co jakiś czas skręcając w lewo lub prawo.
-Ty ją czujesz?-Zapytał mnie Damon
-Nie...szacuję tylko prawdopodobieństwo miejsca jej pobytu i kieruję się wrzaskami ludzi.
Damon D
Dzięki. - Uśmiechnęłam się.
-Dokładnie którędy do miasta? - Zapytała Rouse.
-Trzeba będzie maksymalnie kierować się na północ. Miasto jest jakieś trzy dni biegu stąd.
Od Damona/Rouse:
*On kiedyś będzie chciał ze mną chodzić*-Pomyślałam,przecież,no,nigdy żaden wilk mi się nie oparł.A Damon?On jest jakiś wyjątkowy.Ja naprawdę się zakochałam!
-Biegnijmy-Powiedziałam do Nich.
-No chodźmy już bo chcę wrócić jak najszybciej-Dodał Damon-Nie mogę jako Alpha znikać sobie na parę dni.
-Tak,to na północ.-Powiedziała Jasper i pobiegliśmy.
Od Jasper:
-Radzę wam oddychać głęboko świeżym powietrzem zanim go zabraknie!-Krzyknęłam sadząc przed siebie wielkie susy.
-Co?!-Krzyknęła Rouse.
-No spaliny! Zanieczyszczone powietrze!-Odkrzyknęłam.
-Acha....-Mruknął Damon.
Nagle z całym impetem zatrzymałam się.
Tuż przed moim nosem przejechał samochód
Od Damona:
-Jass!Nic Ci nie jest?-Zapytałem się wilczycy
-Nie,nic mi nie jest-Odpowiedziała.
Rouse była za Nami.Chyba była przygnębiona.
-Rouse?Coś nie tak?-Zapytałem się Omegi
-Co?YYY,wszystko w porządku.Tak,jest ok.-Była zdenerwowana.Dało się to poznać.
od Jasper/Rouse:
-Nie chce odpowiedzieć to jej nie męczmy.-Powiedziałam.
-Ok-Odpowiedział Damon.
Ruszyłam przed siebie.
Po kilku godzinach byliśmy na miejscu.
Przed naszymi oczami znajdowały się wielkie drapacze chmur mające po kilkadziesiąt pięter.
Rouse, aż usiadła z wrażenia.
Od Rouse:
-WOOW!to jest...Niesamowite...Może,może Ci ludzie nie są tacy źli.-Powiedziałam.
-Cóż,czy ja wiem,czy wszyscy są tacy dobrzy?-Powiedział Damon.
-Nie wszyscy -powiedziała Jasper-Ale są ogromne wyjatki.
-Jakie?-Zapytałam.
-Na przykład Steve,mój opiekun.-Odpowiedziała Jass.
Od Damona/Jasper:
Weszłam do miasta.
Natychmiast do moich uszu zaczęły dobiegać różne, tak dobrze mi znane odgłosy.
Szczeknęłam cicho.
-No chodźcie.-Powiedziałam radośnie.
Zaczęłam biec truchtem kierując się dobrze znanymi mi 'ścieżkami'
-..
Od Damona:
-No to jesteśmy na miejscu-Powiedziałem do wader-Co teraz?
-Teraz poszukamy czegoś do jedzenia-Odpowiedziała Jasper-Chodźcie!
Posłusznie,razem z Rouse wykonaliśmy polecenie Jass.
Od Jasper:
Pobiegłam przed siebie.
Skręciłam w mały zaułek.
-Zapraszam do stołu-Powiedziałam.
-Co? Tu nic niema! - Krzyknęła Rouse.
-A ten śmietnik? TO skarbiec jedzenia.
Od Rouse:
-Jeść stare,zepsute jedzenie?Odpady po ludziach?Powiedz że żartujesz?-Powiedziałam do Jasper.
-Niby czemu mam żartować?-odpowiedziała.
-Mi to pasuje-Wtrącił się Damon,i natychmiast podszedł wygrzebywać odpady.
-To ja jednak poszukam czegoś innego.-Wybiegłam z uliczki,wprost na ulice.
Od Damona:
-Ona się czasem nie zgubi?-Zapytałem się Jasper-Bo wiesz,ona jest wilkiem,reakcja ludzi pewnie niezapomniana.
-Zostaw to mięso i chodź za nią!-Krzyknęła Jasper-Oni na pewno będą próbowali ją złapać!
-Już idę!-Odpowiedziałem.
Biegliśmy ulicami pełnymi ludzi,patrzyli się na nas,a tak właściwie na mnie.Dobrze że ze mną była Jasper,bo nie wiem co by mi zrobili.
Od Jasper:
Biegłam przed siebie, co jakiś czas skręcając w lewo lub prawo.
-Ty ją czujesz?-Zapytał mnie Damon
-Nie...szacuję tylko prawdopodobieństwo miejsca jej pobytu i kieruję się wrzaskami ludzi.
Damon D
Uwaga.
Uwaga:
W dniach od 26.05.14r. do 29.05.14r. blog będzie zawieszony.
Opowiadanie i formularze przysłane w tych dniach będą dodane,ale po odwieszeniu bloga.
Dziekuję za uwagę.
Damon.
W dniach od 26.05.14r. do 29.05.14r. blog będzie zawieszony.
Opowiadanie i formularze przysłane w tych dniach będą dodane,ale po odwieszeniu bloga.
Dziekuję za uwagę.
Damon.
czwartek, 22 maja 2014
Od Assuvy - jak znalazlem towarzysza
Spacerowalem po lesie az znalazlem slad
A(Assuvy: a co to
TZ(tajemnicze zwierze):hrrr,,,
Byl to maly smoczek. Zabralem go do siebie i wychowywalem az do doroslosci...
Nazwalem go Hako kiel. Byl bardzo zabawny,
Lubil sie bawic i taplac w blocie, polowac itd.
A(Assuvy: a co to
TZ(tajemnicze zwierze):hrrr,,,
Byl to maly smoczek. Zabralem go do siebie i wychowywalem az do doroslosci...
Nazwalem go Hako kiel. Byl bardzo zabawny,
Lubil sie bawic i taplac w blocie, polowac itd.
Od Jasper
-To masz problem biedne dziecko. - Powiedziałam z miną wyrażającą moją irytację.
-Sama masz problem!
-To chodź zemną do miasta.
-Nie.
-Tchórzysz ...
-Nie!
-To dlaczego nie chcesz iść?
Od Rouse:
-Nie lubię i nie ufam ludziom.Być może zabili również swoją matkę i ojca.-Powiedziałam Jasper.
-A poza tym nie muszę Ci nic udowadniać-Orzekłam Jej.
-Tia?Jesteś tchórzem.-Powiedziała.
-Posłuchaj,ja naprawdę nie chcę wojny,jesli z toba pójde dasz Mi spokój?
Od Jasper:
-Niech ci będzie, ale idziemy tam na bity tydzień.-Powiedziałam i wstałam.
Od Rouse:
To chodź-Powiedziałam wilczycy.
Od Damona:
Obie gdzieś szły więc poszedłem za nimi.Byłem ciekawy gdzie one idą.Okazało się że ruszały kierunku miasta.
Od Jasper:
Od Rouse:
-Być może,co będziemy tam robić?-zapytałam.
-Pokaże Ci jak żyją ludzie i co tam robią-Odpowiedziała.
-Czyli idziemy do ludzkiej osady tylko po to żeby zobaczyć jak żyją i co robią?-Wypytałam się jej,może jej nie ufałam,ale wyglądała na taką,której można zaufać.
-Tak-Powiedziała.
Od Damona:
Przysłuchiwałem się ich rozmowie od jakiegoś czasu,ciągle utrzymując dystans.
-Więc,jak nazywał się twój opiekun?-Zapytała Rouse.
-Steve-Odpowiedziała Jasper.
Ciekawe,miała jakiegoś opiekuna.Zatrzymałem się i wtedy wszystko sobie przypomniałem.
Pamiętam Jas od szczeniaka.Od zawsze byłem w niej zakochany.Muszę jej to powiedzieć,pomyślałem i zacząłem biec w ich kierunku.
Od Jasper:
-Naciesz się jeszcze ostatkami świeżego powietrza.
-Jak to?
-Tak to. W mieście są samochody i smog.
Nagle usłyszałam kroki.
Odwróciłam się biegł do nas Damon.
Stanęłam.
Basior do nas podbiegł.
-Jas.....ja cię kocham. - Powiedział.
-Damon....nie zrozum tego źle, ale ja cię tylko lubię....
Basior był zasmucony.
-Acha....
Od Damona:
-To ja nie będę Wam przeszkadzał,poczekam w jaskini-Powiedziałem i odbiegłem.Byłem załamany.Chciałbym mieć młode,partnerkę,kogoś z kim byłbym związany.Muszę poszukać jakiejś samicy.
Od Jasper:
Widziałam smutek na pysku Damona.
On mnie naprawdę kochał, a ja?
Ja złamałam mu serce.
Zrobiło mi się smutno, a zresztą tak naprawdę tez go kochałam.
-Poczekaj, zaraz wracam.-Powiedziałam Rouse i pobiegłam za Damonem.
-Ok!-Krzyknęła za mną.
Biegłam ile sił w łapach, aż wreszcie dogoniłam basiora.
-Damon....ja ciebie tez kocham
Od Damona:
-Tak?Bo widzisz,ja...ja zakochałem się w tobie kiedy byłem jeszcze małym szczenięciem.-Wyznałem jej wszystko.
-Naprawdę?-Zapytała.
-Tak,naprawdę.Jesteś piękną Alphą.-Powiedziałem jej to, w końcu...Zauważyłem że się zarumieniła.Jest naprawdę urocza.
Od Jasper:
-Od szczeniaka? Faktycznie skądś cię kojarzę, ale nie pamiętam skąd.
-Mniejsza oto.-Powiedział Damon.
-Pójdziesz z nami do miasta?
-Sama masz problem!
-To chodź zemną do miasta.
-Nie.
-Tchórzysz ...
-Nie!
-To dlaczego nie chcesz iść?
Od Rouse:
-Nie lubię i nie ufam ludziom.Być może zabili również swoją matkę i ojca.-Powiedziałam Jasper.
-A poza tym nie muszę Ci nic udowadniać-Orzekłam Jej.
-Tia?Jesteś tchórzem.-Powiedziała.
-Posłuchaj,ja naprawdę nie chcę wojny,jesli z toba pójde dasz Mi spokój?
Od Jasper:
-Niech ci będzie, ale idziemy tam na bity tydzień.-Powiedziałam i wstałam.
Od Rouse:
To chodź-Powiedziałam wilczycy.
Od Damona:
Obie gdzieś szły więc poszedłem za nimi.Byłem ciekawy gdzie one idą.Okazało się że ruszały kierunku miasta.
Od Jasper:
Uśmiechnęłam się.
Bardzo brakowało mi Steva. Zresztą jakoś tu w lesie było źle. -Ummmm... może ci się tam spodoba - Zaczęłam rozmowę. |
Od Rouse:
-Być może,co będziemy tam robić?-zapytałam.
-Pokaże Ci jak żyją ludzie i co tam robią-Odpowiedziała.
-Czyli idziemy do ludzkiej osady tylko po to żeby zobaczyć jak żyją i co robią?-Wypytałam się jej,może jej nie ufałam,ale wyglądała na taką,której można zaufać.
-Tak-Powiedziała.
Od Damona:
Przysłuchiwałem się ich rozmowie od jakiegoś czasu,ciągle utrzymując dystans.
-Więc,jak nazywał się twój opiekun?-Zapytała Rouse.
-Steve-Odpowiedziała Jasper.
Ciekawe,miała jakiegoś opiekuna.Zatrzymałem się i wtedy wszystko sobie przypomniałem.
Pamiętam Jas od szczeniaka.Od zawsze byłem w niej zakochany.Muszę jej to powiedzieć,pomyślałem i zacząłem biec w ich kierunku.
Od Jasper:
-Naciesz się jeszcze ostatkami świeżego powietrza.
-Jak to?
-Tak to. W mieście są samochody i smog.
Nagle usłyszałam kroki.
Odwróciłam się biegł do nas Damon.
Stanęłam.
Basior do nas podbiegł.
-Jas.....ja cię kocham. - Powiedział.
-Damon....nie zrozum tego źle, ale ja cię tylko lubię....
Basior był zasmucony.
-Acha....
Od Damona:
-To ja nie będę Wam przeszkadzał,poczekam w jaskini-Powiedziałem i odbiegłem.Byłem załamany.Chciałbym mieć młode,partnerkę,kogoś z kim byłbym związany.Muszę poszukać jakiejś samicy.
Od Jasper:
Widziałam smutek na pysku Damona.
On mnie naprawdę kochał, a ja?
Ja złamałam mu serce.
Zrobiło mi się smutno, a zresztą tak naprawdę tez go kochałam.
-Poczekaj, zaraz wracam.-Powiedziałam Rouse i pobiegłam za Damonem.
-Ok!-Krzyknęła za mną.
Biegłam ile sił w łapach, aż wreszcie dogoniłam basiora.
-Damon....ja ciebie tez kocham
Od Damona:
-Tak?Bo widzisz,ja...ja zakochałem się w tobie kiedy byłem jeszcze małym szczenięciem.-Wyznałem jej wszystko.
-Naprawdę?-Zapytała.
-Tak,naprawdę.Jesteś piękną Alphą.-Powiedziałem jej to, w końcu...Zauważyłem że się zarumieniła.Jest naprawdę urocza.
Od Jasper:
-Od szczeniaka? Faktycznie skądś cię kojarzę, ale nie pamiętam skąd.
-Mniejsza oto.-Powiedział Damon.
-Pójdziesz z nami do miasta?
środa, 21 maja 2014
Od Rouse-Wędrówka
Szłam na Północ,nie mogłam nic zrobić tylko modlić się do Moonlight,abym nie zamarzła.
Daleko przed sobą zobaczyłam sylwetkę wilka,przestraszyłam się chciałam uciec w przeciwną stronę,ale byłam zbyt wyczerpana.Padłam na ziemię,nie z tego że byłam zmęczona,ale z tego by pokazać uległość.Zobaczyłam samca,wilka,dużego wilka.Podszedł do mnie.
-Co tu robisz?-Zapytał.
-Yyy...Ja?
-A widzisz tu kogoś innego-Zaśmiał się.
Nie wiedziałam czy się śmiać bo palnęłam coś bezsensownego,czy płakać że może mnie zabić.
-Odpowiesz?
-Taak,ja...Tylko tędy przechodzę!
-Spokojnie,nic Ci nie zrobię-Powiedział,chyba zobaczył że ogon mi się trzęsie,a jeśli trzęsie mi się ogon,to znaczy że baardzo się boję.
-No więc,jak się nazywasz?-Zapytał.
-No ja nazywam się Rouse, a ty?Zapytałam,byłam bardzo ciekawa.
-Damon,a w dalszej części lasu mam watahę,no,składajacą sie z jednej samicy Alpha,ale zawsze coś.Dalej szukam wilków do stada.Chcesz dołączyć?-To było coś dla mnie,musiałam się zgodzić,inaczej bym zginęła.
-Tak, z przyjemnością dołączę-Powiedziałam wstając.
-Chodź,zaprowadzę Cię.
Gdy tak szliśmy,rozmawialiśmy o rozmaitych rzeczach.Gdy doszliśmy do polany,powiedział że tu musi mnie zostawić wytłumaczył mi,jak mam dalej iść.Dałam radę znaleźć jaskinię,ale gorzej z wilczycą,która tam siedziała.
Od Jasper:
Siedziałam niewzruszona niczym kamień.
Wzrokiem powoli ogarniałam całą polanę.
Czekałam na powrót Damona.
W ciągu tych kilku godzin zdążyłam polubić basiora.
Nagle na horyzoncie pojawiła się mała plamka.
Natychmiast poderwałam się z miejsca i zeskoczyłam ze skały.
Stałam czekając, aż plamka podejdzie bliżej.
W między czasie mój ogon za czą wykonywać miarowe typowe dla psa ruchy w prawo i lewo.
Nagle staną, a sierść na moim grzbiecie zjeżyła się .
Warknęłam.
Nie cicho jak zazwyczaj tylko głośno, bardzo głośno.
Wadera stanęła .
- Co tu robisz? - Warczałam .
-No od teraz mieszkam. Damon powiedział mi jak tu trafić.
Podeszłam do niej.
W tym momencie ona też warknęła.
Pewnie wyczuła wyraźną woń mojego opiekuna.
Od Rouse:
Ona pachnie człowiekiem!Jak taki basior jak Damon mógł zaufać takiej wilczycy!Nie powinnam jej ufać na pewno ściagnie na mnie niebezpieczeństwo!Miałam kiedyś kontakt z ludźmi,próbowali mnie zabić!
-Jestem Rouse-Odpowiedziałam.-Jesteś partnerka tego wilka?W sensie Damona?
Od Jasper:
Nie. - Powiedziałam lakonicznie.
-To czemu jesteś Alphą ? - Zapytała.
-No niech pomyślę....bo ja i Damon znamy się ze wczesnego szczenięctwa.
-I tylko dlatego?
-Tylko dlatego.
Od Rouse:
-No dobra-Odpowiedziałam-Dlaczego teraz się spotkaliście?
-Wpadłam na Niego-Powiedziała.
-Jak?W lesie,na polanie?-Zapytałam dalej jeżąc swoja sierść na karku.
-Dosłownie-Odpowiedziała.
Zrobiłam duże oczy.Dosłownie na Niego wbiegła.Poczułam że sierść opadła.Spróbowałam załagodzić sytuację.
-No to...Jak się nazywasz?
-Jasper,nazywam się Jasper.
Hmmmm,Jasper,Jasper,Ładne imię.
-Masz bardzo ładne imię.Zazdroszcze Ci,wiesz ?
Od Jasper:
-Pffff.... próbujesz się mi podlizać, bo jestem Alphą.
-Wcale, że nie! - Krzyknęła.
-A wiesz co! Traktuj mnie jak zwykłą Omegę.
-Mówisz jak jakiś żołnierz czy coś.
-Bo nim jestem.
-Tjaa... bo uwierzę, a i nazywam się Rouse.
- Uprząż ci nie wystarczy?- Zapytałam z ironią pokazując jej logo T.A.R.C.Z.Y, które było nadrukowane na jednym z pasów okalających moją szyję.
Od Damona:
Gdy wracałem zobaczyłem dwie sprzeczające się nieco wilczyce.
-Ej, o co zaszło?-Zapytałem,Rouse wyglądała jakby miała rzucić się na Jasper.
-YYY,no,to ona zaczęła!-Krzyknęła Rouse.
-I czego kłamiesz?-Warknęła Jasper.
-Uspokójcie się!-Powiedziałem,raczej kazałem.Nie chcę żadnych kłótni w tej watasze.Składa się tylko z trzech osób i maja być tu jakieś kłótnie!
-Przepraszam,Jasper.Wybaczysz Mi?-Powiedziała Rouse.
Od Jasper:
Damon patrzył na mnie wymownie.
Niby powinnam to zrobić, bo jestem Alphą.
Po chwili namysłu powiedziałam:
-Tak.-Wstałam i zaczęłam iść.-Mam cię na oku. Nawet nie wiesz co zrobiłaś.-Cicho warknęłam odchodząc.
-To super. - Powiedział Damon.
Na sto procent nie usłyszał drugiej rzeczy, którą powiedziałam do Rouse.
- Jakby co to będę nad rzeką!-Powiedziałam głośno i poszłam.
Od Rouse:
-A ja pójdę rozejrzeć się po polanie!-Szybko powiedziałam i odbiegłam.
Że niby ja nie wiem co zrobiłam!Za jakie grzechy ona musi tu być.Powinnam skłamać i powiedzieć że się na mnie rzuciła!-Myślałam wtedy głośno.
-A po co kłamać,skoro można powiedzieć prawdę.-Odwróciłam się.To był Damon.Myślałam że zapadnę się ze wstydu!
-Przepraszam.-Powiedziałam.
-Mnie przepraszasz? Rouse,musisz iść za Jasper i ją przeprosić!Tylko szczerze!-Kazał mi to zrobić poczułam się głupio i poszłam za Jasper,dogoniłam ją.
Od Jasper:
Siedziałam nad rzeką.
Byłam bardzo głodna.
Obserwowałam kolorowe ryby, które wyskakiwały z wody.
Przylgnęłam brzuchem do ziemi gotując się do skoku.
Wreszcie skoczyłam, aby złapać rybę.
Nie udało mi się wpadłam do wody.
Po chwili wypłynęłam na powierzchnię głośno prychając.
Usłyszałam głośny śmiech.
Na brzegu siedziała Rouse.
-Z czego się ryjesz? I czemu zawracasz sobie głowę takim nic nie znaczącym żołnierzykiem jak ja?- zapytałam mocno akcentując słowo "żołnierzyk "
Od Rouse:
-Wpadłaś do wody, z tego!Haha!-Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-To nie jest śmieszne!Śmiejesz się z czyjegoś nieszczęścia!-Powiedziała Jasper.Była oburzona moim zachowaniem.Cóż,taka po prostu jestem.Tego nie zmieni nic.
-Nie,nie śmieje się z czyjegoś nie szczęścia,po prostu lubię się śmiać.Problem?A tak właściwie to przyszłam Cię przeprosić za moje zachowanie.Naprawdę sorry,teraz uwierzyłam ze nie jesteś żałosnym żołnierzykiem,tylko maszyną do zabijania!-Mogłabym położyć sobie łapę na sercu,że to był mój ostatni wybryk w tej watasze.
Od Jasper:
-Wiesz co jakoś ci nie wierzę.-Powiedziałam.
To była prawda wciąż miałam wrażenie, że kłamie.
-Acha... czyli chcesz wojny?
-Tak chcę. No cóż w końcu jestem żołnierzykiem i to jest moje powołanie.
Od Rouse:
-No ok,jak chcesz.Nie będę się prosić jakiegoś zapchlonego kundla!-Wściekłam się na nią!Chciałam ja przeprosić a ona co!No może trochę przesadziłam,ale ona prosiła się o to od początku!Chciałam być miła...
Od Jasper:
Daleko przed sobą zobaczyłam sylwetkę wilka,przestraszyłam się chciałam uciec w przeciwną stronę,ale byłam zbyt wyczerpana.Padłam na ziemię,nie z tego że byłam zmęczona,ale z tego by pokazać uległość.Zobaczyłam samca,wilka,dużego wilka.Podszedł do mnie.
-Co tu robisz?-Zapytał.
-Yyy...Ja?
-A widzisz tu kogoś innego-Zaśmiał się.
Nie wiedziałam czy się śmiać bo palnęłam coś bezsensownego,czy płakać że może mnie zabić.
-Odpowiesz?
-Taak,ja...Tylko tędy przechodzę!
-Spokojnie,nic Ci nie zrobię-Powiedział,chyba zobaczył że ogon mi się trzęsie,a jeśli trzęsie mi się ogon,to znaczy że baardzo się boję.
-No więc,jak się nazywasz?-Zapytał.
-No ja nazywam się Rouse, a ty?Zapytałam,byłam bardzo ciekawa.
-Damon,a w dalszej części lasu mam watahę,no,składajacą sie z jednej samicy Alpha,ale zawsze coś.Dalej szukam wilków do stada.Chcesz dołączyć?-To było coś dla mnie,musiałam się zgodzić,inaczej bym zginęła.
-Tak, z przyjemnością dołączę-Powiedziałam wstając.
-Chodź,zaprowadzę Cię.
Gdy tak szliśmy,rozmawialiśmy o rozmaitych rzeczach.Gdy doszliśmy do polany,powiedział że tu musi mnie zostawić wytłumaczył mi,jak mam dalej iść.Dałam radę znaleźć jaskinię,ale gorzej z wilczycą,która tam siedziała.
Od Jasper:
Siedziałam niewzruszona niczym kamień.
Wzrokiem powoli ogarniałam całą polanę.
Czekałam na powrót Damona.
W ciągu tych kilku godzin zdążyłam polubić basiora.
Nagle na horyzoncie pojawiła się mała plamka.
Natychmiast poderwałam się z miejsca i zeskoczyłam ze skały.
Stałam czekając, aż plamka podejdzie bliżej.
W między czasie mój ogon za czą wykonywać miarowe typowe dla psa ruchy w prawo i lewo.
Nagle staną, a sierść na moim grzbiecie zjeżyła się .
Warknęłam.
Nie cicho jak zazwyczaj tylko głośno, bardzo głośno.
Wadera stanęła .
- Co tu robisz? - Warczałam .
-No od teraz mieszkam. Damon powiedział mi jak tu trafić.
Podeszłam do niej.
W tym momencie ona też warknęła.
Pewnie wyczuła wyraźną woń mojego opiekuna.
Od Rouse:
Ona pachnie człowiekiem!Jak taki basior jak Damon mógł zaufać takiej wilczycy!Nie powinnam jej ufać na pewno ściagnie na mnie niebezpieczeństwo!Miałam kiedyś kontakt z ludźmi,próbowali mnie zabić!
-Jestem Rouse-Odpowiedziałam.-Jesteś partnerka tego wilka?W sensie Damona?
Od Jasper:
Nie. - Powiedziałam lakonicznie.
-To czemu jesteś Alphą ? - Zapytała.
-No niech pomyślę....bo ja i Damon znamy się ze wczesnego szczenięctwa.
-I tylko dlatego?
-Tylko dlatego.
Od Rouse:
-No dobra-Odpowiedziałam-Dlaczego teraz się spotkaliście?
-Wpadłam na Niego-Powiedziała.
-Jak?W lesie,na polanie?-Zapytałam dalej jeżąc swoja sierść na karku.
-Dosłownie-Odpowiedziała.
Zrobiłam duże oczy.Dosłownie na Niego wbiegła.Poczułam że sierść opadła.Spróbowałam załagodzić sytuację.
-No to...Jak się nazywasz?
-Jasper,nazywam się Jasper.
Hmmmm,Jasper,Jasper,Ładne imię.
-Masz bardzo ładne imię.Zazdroszcze Ci,wiesz ?
Od Jasper:
-Pffff.... próbujesz się mi podlizać, bo jestem Alphą.
-Wcale, że nie! - Krzyknęła.
-A wiesz co! Traktuj mnie jak zwykłą Omegę.
-Mówisz jak jakiś żołnierz czy coś.
-Bo nim jestem.
-Tjaa... bo uwierzę, a i nazywam się Rouse.
- Uprząż ci nie wystarczy?- Zapytałam z ironią pokazując jej logo T.A.R.C.Z.Y, które było nadrukowane na jednym z pasów okalających moją szyję.
Od Damona:
Gdy wracałem zobaczyłem dwie sprzeczające się nieco wilczyce.
-Ej, o co zaszło?-Zapytałem,Rouse wyglądała jakby miała rzucić się na Jasper.
-YYY,no,to ona zaczęła!-Krzyknęła Rouse.
-I czego kłamiesz?-Warknęła Jasper.
-Uspokójcie się!-Powiedziałem,raczej kazałem.Nie chcę żadnych kłótni w tej watasze.Składa się tylko z trzech osób i maja być tu jakieś kłótnie!
-Przepraszam,Jasper.Wybaczysz Mi?-Powiedziała Rouse.
Od Jasper:
Damon patrzył na mnie wymownie.
Niby powinnam to zrobić, bo jestem Alphą.
Po chwili namysłu powiedziałam:
-Tak.-Wstałam i zaczęłam iść.-Mam cię na oku. Nawet nie wiesz co zrobiłaś.-Cicho warknęłam odchodząc.
-To super. - Powiedział Damon.
Na sto procent nie usłyszał drugiej rzeczy, którą powiedziałam do Rouse.
- Jakby co to będę nad rzeką!-Powiedziałam głośno i poszłam.
Od Rouse:
-A ja pójdę rozejrzeć się po polanie!-Szybko powiedziałam i odbiegłam.
Że niby ja nie wiem co zrobiłam!Za jakie grzechy ona musi tu być.Powinnam skłamać i powiedzieć że się na mnie rzuciła!-Myślałam wtedy głośno.
-A po co kłamać,skoro można powiedzieć prawdę.-Odwróciłam się.To był Damon.Myślałam że zapadnę się ze wstydu!
-Przepraszam.-Powiedziałam.
-Mnie przepraszasz? Rouse,musisz iść za Jasper i ją przeprosić!Tylko szczerze!-Kazał mi to zrobić poczułam się głupio i poszłam za Jasper,dogoniłam ją.
Od Jasper:
Siedziałam nad rzeką.
Byłam bardzo głodna.
Obserwowałam kolorowe ryby, które wyskakiwały z wody.
Przylgnęłam brzuchem do ziemi gotując się do skoku.
Wreszcie skoczyłam, aby złapać rybę.
Nie udało mi się wpadłam do wody.
Po chwili wypłynęłam na powierzchnię głośno prychając.
Usłyszałam głośny śmiech.
Na brzegu siedziała Rouse.
-Z czego się ryjesz? I czemu zawracasz sobie głowę takim nic nie znaczącym żołnierzykiem jak ja?- zapytałam mocno akcentując słowo "żołnierzyk "
Od Rouse:
-Wpadłaś do wody, z tego!Haha!-Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-To nie jest śmieszne!Śmiejesz się z czyjegoś nieszczęścia!-Powiedziała Jasper.Była oburzona moim zachowaniem.Cóż,taka po prostu jestem.Tego nie zmieni nic.
-Nie,nie śmieje się z czyjegoś nie szczęścia,po prostu lubię się śmiać.Problem?A tak właściwie to przyszłam Cię przeprosić za moje zachowanie.Naprawdę sorry,teraz uwierzyłam ze nie jesteś żałosnym żołnierzykiem,tylko maszyną do zabijania!-Mogłabym położyć sobie łapę na sercu,że to był mój ostatni wybryk w tej watasze.
Od Jasper:
-Wiesz co jakoś ci nie wierzę.-Powiedziałam.
To była prawda wciąż miałam wrażenie, że kłamie.
-Acha... czyli chcesz wojny?
-Tak chcę. No cóż w końcu jestem żołnierzykiem i to jest moje powołanie.
Od Rouse:
-No ok,jak chcesz.Nie będę się prosić jakiegoś zapchlonego kundla!-Wściekłam się na nią!Chciałam ja przeprosić a ona co!No może trochę przesadziłam,ale ona prosiła się o to od początku!Chciałam być miła...
Od Jasper:
-Zapchlony kundel?! Jesteś kompletną idiotką! I jeżeli kto kol wiek jest tu zapchlony to ty!
-Ja? Ja przynajmniej nie związałam się z tymi podłymi gnidami jakimi są ludzie! -Oni wcale nie są źli. Od Rouse: -Oni zbili moich rodziców!Zostałam sierota z moim rodzenstwem ! |
Od Jasper-Jak tu dołączyłam
Siedziałam niepewna tuż obok stosunkowo wysokiego blondyna.
Mój oddech był przyśpieszony, a wzrok nerwowo latał od jednej ściany do drugiej.
Nie wiem czy jestem na to gotowa niby od zawsze do tego trenowałam, ale jeżeli stchórzę?
Jeżeli w ostatniej chwili jednak się przestraszę i wszystko zawalę.
Bardzo chciałam wyskoczyć przez jedno ze szklanych okien, ale materiałowe, grube pasy uprzęży mnie przed tym powstrzymywały.
Chciało mi się wyć, ale tego nie robiłam.
A zresztą po co hałasować?
Już dość miałam najróżniejszych odgłosów od których tu się roiło.
Miałam wtedy półtora roku czyli byłam dość młoda, a to miała być moja pierwsza misja.
Po jakiś 20 minutach byliśmy na miejscu.
Jak tylko poczułam, że nic mnie nie przytrzymuje wyskoczyłam na ulicę.
Przede mną był wielki odrapany budynek.
-No już biegnij Jas. - Usłyszałam polecenie.
Jak na wystrzał ruszyłam do przodu i przez jedną z dziur w drzwiach wbiegłam do środka.
Do mojego nosa dobiegł zatęchły, słodki i lepki zapach krwi.
Wzdrygnęłam się.
Ten zapach był taki nieprzyjemny, ale i zarazem taki znajomy.
Rozejrzałam się dookoła.
Pod jedną ze ścian leżało to czego szukaliśmy.
Wiedziałam co mam robić.
Moim jedynym zadaniem było znaleźć to oraz sprawdzić czy jest bezpiecznie.
wybiegłam z budynku i szczeknięciem dałam znak, że wszystko jest w porządku.
Steve ( gdyż tak miał na imię mój opiekun ) poklepał mnie po łbie.
Wyważył drzwi i wbiegł do środka.
Siadłam i czekałam na jego powrót.
Nagle do mojego nosa dobiegł cudowny zapach.
Oblizałam się i pobiegłam w stronę z której dobiegała ta cudowna woń.
Po kilku minutach byłam na miejscu.
Ujrzałam małą budkę z hot dogami.
Podeszłam i już chciałam złapać jedną z bułek, ale zanim to zrobiłam sprzedawca mnie odgonił.
Szczeknęłam cicho i odbiegłam.
Postanowiłam, że pójdę w świat.
Po około trzech dniach biegu znalazłam się na małej polance w lesie.
Nagle ujrzałam jakiegoś psowatego.
Skoczyłam na niego i przygwoździłam do ziemi.
< Damon ? >
-Jas?Co Ty tu robisz?Pamiętasz Mnie ?Skąd wiesz o tej polanie-Zapytałem się znajomej wilczycy.Wiedziałem ze skądś ją znam,ale nie pamiętałem skąd.Pomyślałem że przed czymś ucieka,ale jest na to zbyt odważna.Polana była w samym środku lasu,otoczona przez stuletnie drzewa.Skąd Ona się tu wzięła .Może widziała Angelinę idącą za Asherem.Może rozmawiały?
Powiesz Mi?-Spojrzałem w jej oczy.Są piękne.
Do dokonczenia dla Jasper
Mój oddech był przyśpieszony, a wzrok nerwowo latał od jednej ściany do drugiej.
Nie wiem czy jestem na to gotowa niby od zawsze do tego trenowałam, ale jeżeli stchórzę?
Jeżeli w ostatniej chwili jednak się przestraszę i wszystko zawalę.
Bardzo chciałam wyskoczyć przez jedno ze szklanych okien, ale materiałowe, grube pasy uprzęży mnie przed tym powstrzymywały.
Chciało mi się wyć, ale tego nie robiłam.
A zresztą po co hałasować?
Już dość miałam najróżniejszych odgłosów od których tu się roiło.
Miałam wtedy półtora roku czyli byłam dość młoda, a to miała być moja pierwsza misja.
Po jakiś 20 minutach byliśmy na miejscu.
Jak tylko poczułam, że nic mnie nie przytrzymuje wyskoczyłam na ulicę.
Przede mną był wielki odrapany budynek.
-No już biegnij Jas. - Usłyszałam polecenie.
Jak na wystrzał ruszyłam do przodu i przez jedną z dziur w drzwiach wbiegłam do środka.
Do mojego nosa dobiegł zatęchły, słodki i lepki zapach krwi.
Wzdrygnęłam się.
Ten zapach był taki nieprzyjemny, ale i zarazem taki znajomy.
Rozejrzałam się dookoła.
Pod jedną ze ścian leżało to czego szukaliśmy.
Wiedziałam co mam robić.
Moim jedynym zadaniem było znaleźć to oraz sprawdzić czy jest bezpiecznie.
wybiegłam z budynku i szczeknięciem dałam znak, że wszystko jest w porządku.
Steve ( gdyż tak miał na imię mój opiekun ) poklepał mnie po łbie.
Wyważył drzwi i wbiegł do środka.
Siadłam i czekałam na jego powrót.
Nagle do mojego nosa dobiegł cudowny zapach.
Oblizałam się i pobiegłam w stronę z której dobiegała ta cudowna woń.
Po kilku minutach byłam na miejscu.
Ujrzałam małą budkę z hot dogami.
Podeszłam i już chciałam złapać jedną z bułek, ale zanim to zrobiłam sprzedawca mnie odgonił.
Szczeknęłam cicho i odbiegłam.
Postanowiłam, że pójdę w świat.
Po około trzech dniach biegu znalazłam się na małej polance w lesie.
Nagle ujrzałam jakiegoś psowatego.
Skoczyłam na niego i przygwoździłam do ziemi.
< Damon ? >
-Jas?Co Ty tu robisz?Pamiętasz Mnie ?Skąd wiesz o tej polanie-Zapytałem się znajomej wilczycy.Wiedziałem ze skądś ją znam,ale nie pamiętałem skąd.Pomyślałem że przed czymś ucieka,ale jest na to zbyt odważna.Polana była w samym środku lasu,otoczona przez stuletnie drzewa.Skąd Ona się tu wzięła .Może widziała Angelinę idącą za Asherem.Może rozmawiały?
Powiesz Mi?-Spojrzałem w jej oczy.Są piękne.
Do dokonczenia dla Jasper
Nowa Alpha
Imię:Jasper wcześniej Jasy
Płeć: wadera
Wiek: 2 lata
Moce: Wolves Ezikhle Kakhulu, zmiennokształtność
Zdolności:
Wolves Ezikhle Kakuhulu - Jasper może widzieć duchy, rozmawiać z nimi oraz stać się pół duchem. Gdy używa tej mocy jej sierść ciemnieje, pojawiają się na niej świecące znaki oraz oczy zaczynają błyszczeć na zielono lub błękitno
Zmiennokształtność - Jasy może zmienić swoją postać z wilczej na ludzką. ( wciąż próbuje ją aktywować )
Szybkość - jest bardzo szybka prawdopodobnie nikt jej nie prześcignie.
Siła - jest bardzo silna
zwinność - Jasper może prześlizgnąć się przez praktycznie każdą szparę
Status: Alpha
Rodzice: nie zna
Żywioł: nigdy si nie zastanawiała jaki ma
Charakter: Jasper to nieprzyjazna i oschła wadera. Dba tylko o siebie i też myśli jedynie o swojej osobie. Jest niezwykle sprytna i inteligentna przez co bardzo trudno jest ją podejść. Brak uczuć , odwaga i zdecydowanie czynią z niej idealną morderczynie. Mimo wszystko jest uczciwa i lojalna oraz umie działać w grupie. Oddana i prawdomówna nigdy nie sprzeciwi się swoim zwierzchnikom. Bez szemrania wykonuje każde zadanie. Mistrzyni sarkazmu i ciętej riposty uwielbia irytować o drażnić innych.
Często bez powodu atakuje innych .
Potomstwo:Brak.
Historia Wilka: Wychowywała się wśród ludzi. Od kąt pamięta otaczali ją oni. Swoich rodziców i rodzeństwa nigdy nie poznała. I może to lepiej....., ale wracając do tematu była wychowywana na mordercę, zabójcę istotę idealną do niebezpiecznych misji. I taką też się stała. Gdy skończyła półtora roku uciekła. Od tak sobie poszła i nie wróciła. Szlajała się po świecie pół roku. Wreszcie spotkała Arię i dołączyła do jej watahy
Link do zdjęcia : w przygotowaniu przeze mnie
Towarzysz: Nie ma. Dotychczas sama była towarzyszem
wtorek, 20 maja 2014
Początek.
Byłem z Nią sam na sam.Była nieprzytomna,już myślałem że to koniec.Jednak poruszyła uchem.
Ale z czasem się zaprzyjaźniliśmy.Od tamtej pory wędrowaliśmy razem.
-Żyjesz???-zapytałem się Angeli.
-Co?Gdzie ja...To ty?Damon!
-Nie krzycz.Musimy być cicho,on jeszcze nie odszedł.
-Ten wilk?Nazywa się Asher,chodzi mu o mnie.Damon,zostaw mnie tu,a ty idź.To o mnie mu chodzi.
-Zwariowałaś!Mam Cię tak zostawić na pastwę...Jego?
-Tak,proszę Cię.I tak umrę.
-Nie zrobię Ci tego!
-Sza!Odejdź, Damon,to koniec.
Zanim się zorientowałem zostałem wywleczony z jaskini za kark.To był On,Asher.
Wywlókł Mnie daleko poza terytorium watahy.Z grzbietu leciała mi krew.Poza tym, nic mi nie było,mogłem chodzić,więc wyruszyłem w drogę.W drogę,która miała dać mi drugą szansę na założenie watahy,Watahy Północnego Wiatru.Szedłem tak dopóki nie napotkałem na swej drodze smoka.Zaczął za mną łazić,na początku był trochę nieufny.Ale z czasem się zaprzyjaźniliśmy.Od tamtej pory wędrowaliśmy razem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)